Informacje o Ściana wisząca pionowa doniczka sadzarka soczyste - 13842602176 w archiwum Allegro. Data zakończenia 2023-07-15 - cena 78,60 zł English polski українська język Jeszcze wcześniej, bo w 2009 roku Kazuya Hiraidę i jego zespół wyróżniono za autorską linię Samurai Direct na ścianie Kamet (7756 m). REKISHI 1 Jako pierwsi na szczycie stanęli uczestnicy brytyjsko-pakistańskiej wyprawy w 1958 roku – Mike Banks i Tom Patey. Zespół poruszał się wówczas południowo-zachodnim zboczem. Szalówka drewniana pionowa SCIANA ZEWNOaeRS. Łukasz Świrk z Wadowic w młodości wspinał się po ścianach w pokoju. Teraz marzy o sportowa to dyscyplina tylko dla prawdziwych twardzieli o piekielnej szybkości i bardzo mocnych kończynach. Najlepsi potrafią wbiec na 15-metrową ściankę w niecałe siedem sekund. Ten z początku mało popularny sport coraz bardziej się rozwija i już za osiem lat ma się znaleźć w programie igrzysk olimpijskich. Mało kto wie, że jednym z najszybszych i najbardziej utytułowanych wspinaczy na kuli ziemskiej jest mieszkaniec Wadowic Łukasz z kamieniami na ścianiePierwsza przygoda Łukasza Świrka ze wspinaniem rozpoczęła w wieku 14 lat, to znaczy bardzo późno jak na tak utytułowanego zawodnika. Wspinaczka jest jednak specyficznym sportem, który ciężko uprawiać we wczesnym Aby trenować wspinanie, trzeba być dobrze przygotowanym pod względem fizycznym - radzi Łukasz Świrk. - Dzięki mojemu tacie już jako dziecko dbałem o sprawność ruchową i to mi się później opłaciło - dodaje. Po zakupie sprzętu do wspinania Łukasz rozpoczął wypady na okoliczne ścianki, na słynny, choć nieistniejący już "Wysoki Wierch" w Po powrocie z Krakowa postanowiłem, że muszę sobie zrobić ściankę we własnym pokoju - wyznaje wadowicki młodości Łukasz mieszkał w jednej z kamienic na wadowickim rynku, toteż ściany w mieszkaniach miały prawie pięć metrów wysokości. - Na ścianie w pokoju kułem dziury, systematycznie zapełniając je kamieniami, które przynosiłem ze Skawy - wspomina. Początkowo rodzice nie byli zbytnio zadowoleni z tak szalonego pomysłu swojego syna, ale w końcu po całym świecieNa pierwsze ogólnopolskie zawody wadowiczanin wybrał się do Częstochowy, gdzie rozgrywany był Puchar Polski juniorów. W swoim debiucie, 16-letni wówczas wspinacz zajął 8. i 4. miejsce. Jak sam przyznaje, wszyscy w Częstochowie byli zszokowani, że przyjechał zawodnik nikomu do tej pory nie znany i od razu uplasował się tak wysoko. Szybko okazało się, że chłopak z Wadowic ma nieprzeciętny talent do wspinania, ale bez pomocy materialnej rodziców ciężko byłoby o sukcesy. W Polskim Związku Alpinizmu trzeba bowiem najpierw coś osiągnąć, żeby liczyć na wsparcie. Wszystkie wyjazdy na zawody finansowali zatem rodzice. W wieku 19 lat Łukasz rozpoczął wędrówkę po całym świecie, która trwa aż do dzisiaj, to już osiem lat. W swoich pierwszych zawodach międzynarodowych zajął 12 miejsce na mistrzostwach świata juniorów w Edynburgu. Wkrótce potem zadebiutował w seniorskim Pucharze Świata we francuskim Chamonix, gdzie uplasował się na 12. miejscu. Cztery lata później we włoskim Val Daone Świrk sięgnął po pierwsze zwycięstwo w zawodach zaliczanych do Pucharu Świata. Od tej pory na stałe zagościł w ścisłej światowej czołówce, a jego koronną konkurencją stała się wspinaczka na się na sam szczytPrzed rokiem wadowicki sportowiec osiągnął swój największy sukces w karierze, zdobywając Puchar Świata 2011. Po tym wielkim wyczynie w końcu znaleźli się sponsorzy, dzięki którym, a także dzięki finansowemu wsparciu miasta Łukasz Świrk założył w Wadowicach klub wspinaczkowy Speed Mamy w klubie wielu młodych chłopaków w wieku 10, 12 lat, których ciągnie do wspinania. Wszystkich chętnych zapraszamy do gimnazjum nr 1 w Andrychowie w każdy piątek w godzinach 18 -21 - mówi 27-letni o OlimpiadzieTegoroczny sezon wadowicki wspinacz zakończył bez większych sukcesów, zajmując w Pucharze Świata 12. miejsce. Jak jednak obiecuje, w przyszłym sezonie postara się o powrót do ścisłej czołówki. Świrk ma wciąż wielką motywację do treningów, prawdopodobnie bowiem za 8 lat wspinaczka sportowa znajdzie się w programie igrzysk Nie jestem osobą, która planuje aż tak odległą przyszłość i skupiam się raczej na najbliższych zawodach - odpowiada. - Przyznaję jednak, że start na igrzyskach byłby spełnieniem marzeń. Ale jeśli mi się nie powiedzie, to może któremuś z moich wychowanków? - kończy Łukasz ofertyMateriały promocyjne partnera Trzydzieści metrów. Wysokości mniej więcej dziesięciopiętrowego budynku brakuje Eigerowi do magicznej bariery czterech tysięcy, co przez dziesiątki lat czyniło górę mało atrakcyjną do zdobycia dla alpinistów XIX wieku. Pierwsze wejście na szczyt nastąpiło w 1858 roku, ale nie z tego słynie Eiger. Sławą owiana jest jego północna, 1800-metrowa, pionowa ściana, która majestatycznie góruje nad miasteczkiem Grindelwald i okolicznymi łąkami. Pionowy, prawie zawsze schowany w cieniu kawał kamienia przez wiele lat uznawany był za niemożliwy do zdobycia, co zmieniło się na początku lat trzydziestych XX wieku… i zapoczątkowało serię jednych z najbardziej tragicznych wydarzeń w historii eksploracji alpejskich na Eiger z wierzchołka FirstMordwand – ściana mordercaW dwudziestym wieku zaczęło powoli zmieniać się podejście do zdobywania gór. Nie liczyło się jedynie, by zdobyć wierzchołek, a pod uwagę brano również trudności techniczne na drodze. Sprzęt był coraz lepszy, w górach pojawiały się zespoły różnych narodowości. To wszystko prowadziło do naturalnego współzawodnictwa i zwrócenia oczu wspinaczy na coraz ambitniejsze cele. W końcu padło na północne ściany, rzadko oświetlone słońcem, zimne i wielkie, pełne lodu również latem – najpierw łupem padł Matterhorn (1931), następnie kilka kolejnych jak Petit Dru czy Piz Badile. W międzyczasie rozpoczęły się próby zdobycia chyba najpoważniejszej z nich – zaczęto spoglądać na poważniejsza próba miała miejsce w 1935 roku, ale w pewnym momencie wspinaczy okryły chmury, a po kilku tygodniach znaleziono ich ciała. Rok później kolejną próbę podjął czteroosobowy zespół – trzech alpinistów zmiotła lawina, czwarty zmarł wisząc na linie po trzech dniach, gdy idący po niego ratownicy byli już kilka metrów od niego. Po kolejnych wypadkach w 1936 roku oficjalnie zakazano wspinaczki północną ścianą, co oczywiście nie zmniejszyło liczby chętnych. Kolejny rok przyniósł kolejne ofiary, a poszczególne miejsca w ścianie zaczęły zyskiwać potoczne nazwy, jak znajdujący się w połowie drogi Biwak Śmierci, na którym umarło dwóch włoskich wspinaczy podczas nadszedł w 1938 roku, w lipcu, gdy dwa zespoły dwuosobowe w trakcie wspinaczki postanowiły połączyć siły, i całej czwórce udało się pokonać „ostatni problem wspinaczkowy Alp”.Drogi na północnej ścianie Eigeru wytyczone w latach 1991-2008. północna ściana Eigeru wciąż jest wielkim wyzwaniem dla większości alpinistów, choć nie tak przerażającym i niemożliwym do zdobycia. Od pierwszej próby w 1935 zginęły na niej co najmniej 64 osoby, a pierwsze przejście w 1938 roku trwało cztery dni. W 2015 roku za to nieżyjący już Ueli Steck pokonał tę samą drogę… w niecałe 2,5 szczęście nie trzeba zdobywać najtrudniejszej północnej ściany w Europie, by się nią zachwycać – góruje ona nad Grindelwaldem, który zapewnia masę atrakcji nie tylko dla fanatyków – piękna panorama dostępna dla każdegoSzwajcaria usiana jest wysokimi górami i trzeba przyznać, że Helweci doskonale potrafią ten fakt wykorzystać. W Alpach znajduje się cała masa szlaków pieszych, z których mogą korzystać turyści – część z nich dostępna jest również zimą, ale prawie wszędzie tam, gdzie da się dojść, można też… wjechać kolejką. Wagoniki zimą pełnią głównie funkcję kolejek dla narciarzy, ale jeżdżą w górę i w dół, a latem korzystają z nich piechurzy, dla których alpejskie przewyższenia są zbyt duże, a chcieliby nacieszyć oko panoramą najwyższych gór Europy, albo po prostu… z Grindelwaldu odchodzi kilka kolejek w różne strony, ale najbardziej fantastyczne widoki oferuje pobliski wierzchołek o wysokości 2167 m – First. Podróż kolejką linową trwa około 25 minut, mijając po drodze dwie stacje pośrednie. Na miejscu znajduje się restauracja, ale także dość sporo niestandardowych atrakcji. First Flyer to na przykład długa na 800 metrów stalowa lina, do której przypinasz się w uprzęży, i zjeżdżasz w dół z prędkością ponad 80 km/h. W zależności od tego, czy jest zima czy lato, możesz wypożyczyć sanki lub rower i zjechać w dół – więcej tego typu atrakcji znajdziesz tutaj. Możesz też ruszyć na Cliff Walk, krótki spacer po metalowej konstrukcji, którą obudowano kawałek góry. Możesz dotknąć skały, popatrzeć na kilkuset metrową lufę pod nogami, albo po prostu rozkoszować się widokiem Eigeru i pobliskich czterotysięczników:Cliff Walk jest całkowicie darmowy 🙂A jeśli lubisz spacery, to okolice Firsta również są idealne! Zimowa trasa prowadzi ze szczytu aż do Grindelwaldu, po drodze mijając jezioro Bachalpsee i zaliczając wierzchołek Faulhorn (2681 m). Latem siatka szlaków jest dużo większa, w dalszej części wpisu znajdziesz informacje o wszystkich pieszych trasach dostępnych zarówno latem, jak i Scheidegg. Hotel pod samym EigeremKleine Scheidegg to nazwa przełęczy znajdującej się tuż pod ścianą Eigeru. Położona jest na wysokości ponad 2000 metrów. Na miejsce dojeżdża kolejka zębata, są to małe wagony z panoramicznymi oknami i naprawdę wspaniałymi widokami po drodze. Na przełęcz można również dojść pieszo z Grindelwaldu, i to zarówno zimą, jak i latem. Trasa to około 10 kilometrów i niecały tysiąc metrów przewyższenia, więc nie jest stromo, a widoki są fantastyczne – gdy oddalisz się kawałek od miasteczka, to rzut oka na górujący nad domkami Wetterhorn robi piorunujące wrażenie:Końcówka podejścia na Kleine Scheidegg zimąNa samej przełęczy znajduje się spory hotel o niezłym standardzie:Trasa narciarska i hotel w tleNocleg tutaj jest najczęstszym wyborem wspinaczy atakujących Eiger od północnej strony – po chwili od przebudzenia możesz znaleźć się pod samą ścianą. Przełęcz zimą bogata jest w trasy narciarskie, a latem w szlaki piesze – stąd można dostać się również na drugą stronę do kolejnych miasteczek, Wengen i Lauterbrunnen. To właśnie z Kleine Scheidegg odjeżdża kolejka do jednej z najbardziej spektakularnych atrakcji regionu…Tunel przez Eiger, najwyższa kolej w Europie i obiad na 3500 m. n. p. koniec XIX wieku rozpoczęto budowę siedmiokilometrowego tunelu przez sam Eiger, którego budowa zakończyła się w 1912 roku. Od tego momentu Szwajcaria może poszczycić się najwyżej położoną stacją kolejową w Europie, bo kolejka z Kleine Scheidegg wjeżdża aż na 3454 m. n. p. m., na przełęcz Jungfraujoch, położoną pomiędzy dwoma słynnymi czterotysięcznikami, Jungfrau i Mönch. Na miejscu na turystów czeka budynek z trzema restauracjami i fantastycznymi widokami na największy alpejski lodowiec – Aletschgletscher, mający ponad 23 kilometry długości!Z przełęczy Kleine Scheidegg budynek prezentuje się tak:Jeśli dobrze się przyjrzysz, to po prawej stronie na grani znajdziesz budynek oblepiony śniegiem 🙂Widok na przykryty śniegiem lodowiec zimąNiestety, kolejka na Jungfraujoch jest jednocześnie jedną z najdroższych atrakcji w regionie, jeśli nie najdroższą. Bilet z Grindelwaldu w dwie strony kosztuje 190 franków szwajcarskich, czyli około 800 zł!Trekking zimą i latemSzwajcaria usiana jest szlakami turystycznymi, tysiące wyznaczonych tras dla piechurów przecinają kraj wzdłuż i wszerz. O wspaniałej stronie internetowej z mapą szlaków pisałem już we wpisie z Oberrothornu, ale wspomnę jeszcze raz. W serwisie znajdziesz wszystkie letnie piesze szlaki w Szwajcarii, możesz przełączać też między trasami rowerowymi, a także wybrać inne, mniej popularne aktywności. Mapa świetnie sprawdza się latem, ale zakładka zimowa jest bardzo uboga i raczej nie co, jeśli chcesz spacerować zimą?Na stronie regionu Jungfrau znajdziesz interaktywne mapy. Są to mapy wszystkich zimowych aktywności, zarówno pieszych wędrówek, tras saneczkowych, jak i wyciągów i tras narciarskich. Mapy są na bieżąco aktualizowane również pod kątem pokrywy śnieżnej i zagrożenia lawinowego, więc jeśli chcesz poznać szczegóły dotyczące trasy, wystarczy ją kliknąć i dowiesz się, czy jest otwarta, czy zamknięta. W prawym górnym rogu możesz je przełączać – są trzy mapy okolicy, dla regionu First, Mürren-Schilthorn i piesze to te oznaczone na fioletowo. Są to bardzo łatwe techniczne ścieżki, zwykle ładnie ubite, pokrywają się zwykle z trasami to na tej stronie internetowej znajdziesz wszystkie dostępne piesze trasy wraz ze szczegółami – po kliknięciu w wybrany odcinek pokażą się szczegóły, długość, trudność, wysokość przewyższenia, a nawet współrzędne GPS do pobrania w dwóch różnych formatach. Znacząco ułatwia to planowanie Berneńskie zachwycają swoim rozmachemUmówmy się, że zimą raczej w Szwajcarii wszystko robione jest typowo pod narciarzy, lub turystów wożących się wszędzie kolejkami – dość ciężko znaleźć jest jakieś szczegóły dotyczące zimowych pieszych tras, na próżno szukać papierowej mapy, sam sporo pobłądziłem i się nadenerwowałem, zanim udało mi się z głową zaplanować kilka wędrówek. Powyższe linki sporo ułatwią Ci organizowanie GrindelwaldPierwszy raz do Szwajcarii zawitałem dopiero w 2017 roku, gdy na kilka dni z Włoch udałem się do Zermattu. Po raz pierwszy w życiu ujrzałem na żywo Matterhorn i byłem zachwycony tamtejszą okolicą i samym miasteczkiem. Od tego momentu moim kolejnym celem w Szwajcarii stał się Grindelwald – kolejna bajecznie położona szwajcarska wioska. Kombinowałem, by tu przyjechać, ale zawsze coś mi nie pasowało, aż ostatecznie… znalazłem tu pracę, dość miasteczko jest naprawdę niewielkie, mieszka tu 3-4 tysiące osób, i obok normalnego życia przez cały rok toczy się tutaj życie typowo turystyczne. Jest mnóstwo hoteli i guesthouse’ów, restauracji i atrakcji przygotowanych specjalnie dla odwiedzających. Dlaczego turyści tak lgną do Grindelwaldu?Oczywiście głównie ze względu na bliskość okolicznych atrakcji, bardzo duże zagęszczenie tras narciarskich, okoliczne potężne góry, i takie widoki:Główna ulica w centrum GrindelwalduGrindelwald zimą wygląda jak z bajki!Jungfrau – jeden z najpiękniejszych rejonów górskichRegion Jungfrau, który obejmuje obszar od miasta Interlaken na południe, jest jednym z najpiękniejszych kurortów narciarskich świata. Działa tu czterdzieści wyciągów narciarskich, a tras jest prawie 200 kilometrów. Tak wygląda mapa obszaru, którą możesz pobrać w różnych formatach ze strony MySkiMaps:Kilka informacji praktycznych i cen w Grindelwaldzie:kolejka Grindelwald – First – Grindelwald to koszt 64 CHF, podobnie jak na Kleine Scheidegg,Skipass na cały dzień w całym rejonie Jungfrau kosztuje od 60 do 75 CHF w zależności od terminu,prawie wszędzie jest dostępne darmowe Wi-Fi, nawet w restauracjach na wysokości ponad 2000 Eiger można wejść z przewodnikiem! Droga wiedzie zachodnią, najłatwiejszą granią, a koszt to około 1500 CHF,jeśli nie masz sprzętu narciarskiego, bez problemu wypożyczysz wszystko na miejscu – włącznie z Szwajcaria jest jednym z najdroższych krajów na świecie, to jeśli kochasz narty i góry, to Jungfrau będzie dla Ciebie wspaniały. Jeśli uważasz, że jest komercyjnie i brakuje tu spokoju, muszę wyprowadzić Cię z błędu – wprawdzie przy kolejkach i w restauracjach turystów jest mnóstwo, ale wystarczy kawałek się oddalić, by mieć kawał gór tylko dla siebie, i nie trzeba wcale schodzić ze szlaku. W Alpach jest tyle miejsca, że spokojnie jeszcze przez długi czas wystarczy go dla wszystkich. A Grindelwald zachwyci Cię zarówno swoim położeniem, jak i bajkowym klimatem!Pisząc wpis podpierałem się historią zdobywania północnej ściany Eigeru ze strony Po długim szczytowaniu na wierzchołku Triglava rozpocząłem zejście inną trasą. Wybór padł na najkrótsze dojście do Domu Planika, schroniska po przeciwnej stronie szczytu, leżącego w kotlinie na Velem Polju. Trasa początkowo biegła po rumowiskach skalnych, by później przejść w via ferratę. Szlak prowadzący ściśle granią, po kilku minutach skręcił w kierunku widocznego siodła przełęczy. Było to wcięcie w bocznym grzbiecie Triglava, gdzie drogi rozdzielały się. W prawo szlak prowadził bezpośrednio do schroniska Trzaska Koca i dalej na przełęcz Luknja, a w lewo do Domu Planika przez Velem Polje. Tam też podążyłem, prosto w dół, bardzo stromym i przepaścistym żlebem. Trasa była bardzo widowiskowa, poprzez kilka ciasnych kominków, skalnych żeberek i piarżystych ścieżek. zejście z Triglava południową ścianą Zejście bardzo przypominało mi np. tatrzańskie przejście na Zawrat z Doliny Gąsienicowej, ale było o wiele stromsze i niebezpieczne. Czułem się tam wspaniale, jak ryba w wodzie… Po godzinnej walce ze skałą, ubezpieczonej stalową liną doszedłem do jej podnóża na Velem Polu. Od dołu w pełni mogłem docenić nastromienie praktycznie pionowej ściany. Teraz czekało mnie już proste przejście po piarżystej dróżce, przez dolinę zawaloną olbrzymimi głazami. Czasami mijałem też uskoki skalne, czy nawet mini zapadliska, albo jaskinie. Trzeba było uważać, żeby w któreś nie wpaść. Ale to wapienne góry, więc taka ich budowa mnie nie dziwiła. prawie pionowa ściana zejściowa na Velie Polje Po lewej stronie mogłem podziwiać wyniosłą południową ścianę Triglava i Małego Triglava, a pod nimi olbrzymie usypiska piargów. Z prawej towarzyszył mi równie wyniosły masyw Rjaveca, czasami uważanego za trzeci wierzchołek Triglava. Dość szybko dotarłem do schroniska. Położony na wypukleniu terenu Dom Planika zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Takie schronisko z prawdziwego zdarzenia, gdzie jest wszystko co potrzeba. W jadalni była nawet winda, którą wywożono jedzenie z kuchni, podobnie jak to jest w schronisku na Magurze Małastowskiej. Dookoła pasły się owce, które przyzwyczajone do turystów bezczelnie podchodziły nawet do stołów, sępiąc za smakołykami. Moją uwagę zwrócił także wychodek na dworze, z bajecznymi widokami na okoliczne góry. Tym samym bardzo przypominał ten przy Chacie pod Rysami. trudności zejściowe via ferraty Spędziłem tutaj trochę czasu posilając się głównym posiłkiem w ciągu dnia. Dowiedziałem się również, że pierwsze schronisko, jakie tu powstało już w 1871 r. nazywane było „Triglavską światynią” (Triglavski tempelj). Obecne, które leży dokładnie na płaskowyżu Ledine pod południową ścianą Triglava jest otwarte od końca czerwca do końca września. W dwóch pomieszczeniach dla gości w jadalni jest 80 miejsc, kontuar; na ławkach koło schroniska mamy około 40 siedzeń; w 10 pokojach są 82 łóżka, w dwóch wspólnych noclegowniach zaś 41 miejsc. Jest WC na zewnątrz, umywalnia z zimną wodą. Pomieszczenia są ogrzewane piecami i centralnym ogrzewaniem (ogniwa słoneczne); agregat i ogniwa fotowoltaiczne zapewniają prąd; jest zasięg komórkowy. Woda zaś tylko deszczowa. schronisko Dom Planika na wysokości 2401 m Przepięknie stąd wygląda Triglav, Rjavec oraz całe górskie otoczenie. W dole, w niższej części Veliego Polja stoi kolejne schronisko- Vodnikov Dom, gdzie miałem się udać z towarzyszami, ale zmieniłem plany i rozdzieliliśmy się. Postanowiłem już tego dnia zejść do naszej głównej bazy w Aljażev Dom. Po prostu nie chciałem wydawać następnych trzydziestu euro na nocleg na tej wysokości. Na dole było w końcu trzy razy taniej. Główny cel został osiągnięty, więc stwierdziłem, że mam jeszcze na tyle sił, żeby zejść jednego dnia z Triglava na nocleg na wysokości 1015 m. To było ponad 1800 metrów do zejścia jednego dnia. malowniczy kibelek ze szczytem Rjavec w tle, z prawej widoczny żleb zejściowy O tym, czy dałem rady poczytacie już w kolejnej części opowieści. I jak zawsze zapraszam do obejrzenia fotorelacji z tego dnia pełnego ekstremalnych górskich przeżyć. Mnóstwo fotek w galerii ukaże Wam trudności tej trasy. Pierwszy prezydent Słowenii Milan Kučan powiedział kiedyś, że jest obowiązkiem każdego obywatela Słowenii wspiąć się na Triglav co najmniej raz w życiu. Ja nie jestem Słoweńcem, ale jestem bardzo szczęśliwy, że i mi się udała ta sztuka! Był też plan zobaczenia tej góry z każdej strony i ta operacja także się udawała w stu procentach. Dom Planika, Mały Triglav i Triglav widziany z doliny Velo Polje Najpierw zobaczyłem najwspanialszą północną ścianę, już z parkingu i rozpocząłem wspinanie właśnie tędy, potem zdobywałem szczyt od wschodu, przez Mały Triglav, teraz zszedłem na południowa stronę. Pozostało mi tylko obejść górę od zachodu i o tym będzie ostatnia ma alpejska opowieść ze Słowenii. Zapraszam także do czytania wcześniejszych części mej słoweńskiej opowieści o przygodach w Alpach Julijskich. Z górskim pozdrowieniem Marcogor „bezczelne” owieczki i Triglav z prawej oraz Rjavec z lewej PS. Mam dla was jeszcze ciekawą propozycję na dziś. Firma organizuje konkurs pt. „Pokaż nam swoje wakacje, a my je przedłużymy!”. Jeśli chcecie wziąć udział w konkursie, wystarczy zaobserwować ich profil Instagram i dodać na swoim profilu zdjęcie przedstawiające Twoje wakacje, oznaczając ich firmę w opisie @burcopl i tagując #wydluzwakacje. Do wygrania jest weekend dla dwóch osób w apartamencie z widokiem na morze! To taki przerywnik od gór, może ciekawa alternatywa na obecną pogodę! Zachęcam do wzięcia udziału w zabawie, a może szczęście się uśmiechnie do kogoś…